Zapalniczka

Aug29

Joanna Chmielewska

Zapalniczka "Zapalniczka" to rozwinięcie opowiadania opublikowanego w "Trupach polskich" (zbioru krótkich historii stworzonych przez autorów reprezentujących najróżniejsze podejście do tradycji literackiej).

To wywiadowca właśnie już bardzo późnym wieczorem trafił na upragnioną postać, człowieka powiązanego ze zwierzęciem, z tym że nie był to facet z psem, tylko baba z kotem. Kotek jak to kotek, wieczorem ożywiony, wybiegł z domu na ląfry, właścicielka wybiegła za nim i na własne oczy ujrzała, że o mało go samochód nie przejechał. Łobuz jakiś popruł niczym torpeda, ale musiał zwolnić na zakręcie wąskiej uliczki, latarnia świeciła, więc posiadaczka kotka mściwie zdążyła odczytać, zapamiętać i zapisać numer. Była emerytowaną nauczycielką matematyki i z wszelkimi liczbami miała dużo do czynienia, zasługiwała zatem na wiarę.
W błyskawicznym tempie właściciel pojazdu został odnaleziony i okazały się nim Naprawy i Przeglądy Samochodów Osobowych Marian Gwasz. Naprawy i przeglądy o tej porze i w dodatku w niedzielę były zamknięte na głucho, a zdumiewająco czujny ochroniarz, pilnujący w nocy dość kosztownego mienia, bez oporu poinformował, że owszem, pan Gwasz tu mieszka, ale nocuje u aktualnej podrywki, kim zaś akurat jest aktualna podrywka, ochroniarz niestety nie wie. Pan Gwasz pod tym względem raczej zmienny jest. Poza tym jednak obowiązkowy i w poniedziałek o ósmej rano będzie w miejscu pracy z pewnością.
Czasu do rana komisarz nie zmarnował, przegrzebał tyle papierów denata, ile tylko zdołał. Znalazł wyrok rozwodowy, dzięki czemu personalia byłej żony stały mu się znane, znalazł mnóstwo rachunków, zamówień, pokwitowań i tym podobnych dokumentów, stanowiących nieopisany mętlik, znalazł trochę zdjęć, które dały mu pojęcie o gustach i upodobaniach ogrodnika w dziedzinie damskiej urody, nie znalazł natomiast brata. Jakiś numer komórki Sobka zapisany w notesie okazał się nieaktualny, a w orgii rozmaitych innych numerów komisarz nie zdążył się jeszcze dokładnie zorientować.
Spróbował, oczywiście. Z rozpędu, nie bacząc na porę doby, zadzwonił pod pierwszy z brzegu, pasujący inicjałami S.K. i, usłyszawszy zaspany męski głos, spytał ostro:
– Czy pan Krzewiec?
– Odchromol się, palancie – odparł na to głos niemrawo i łagodnie i połączenie zostało przerwane. - fragment powieści.
Więcej informacji: Zapalniczka